Można odnieść wrażenie, że w codziennych rozmowach, a nawet w powszechnym dyskursie depresja staje się synonimem gorszego nastroju. „Jestem smutna od jakiegoś czasu, więc na pewno mam depresję”. „Koleżanka chodzi struta od tygodnia – może ma depresję?”. Czym więc jest depresja, a czym zdecydowanie nie?
Lek. Karolina Żaglewska: – Podstawą jej rozpoznania jest występowanie objawów trwające powyżej dwóch tygodni. Mówimy tu o spadku nastroju i poczuciu, że ta sytuacja zaczyna nas przerastać, a zatem trudno nam wstać z łóżka, nic nas nie cieszy, rezygnujemy ze swoich pasji, hobby czy po prostu ulubionych sposobów spędzania czasu na rzecz np. bezrefleksyjnego scrollowania telefonu czy po prostu patrzenia się przed siebie, bo na niczym nie jesteśmy w stanie dłużej się skupić. Jest nam w ogóle trudno funkcjonować, a do tego stale czujemy się przemęczeni.
Mówimy tu o spadku nastroju i poczuciu, że ta sytuacja zaczyna nas przerastać. Trudno nam wstać z łóżka, nic nas nie cieszy, rezygnujemy ze swoich pasji, hobby czy po prostu ulubionych sposobów spędzania czasu, a w końcu stajemy się obojętni, tracimy zdolność do odczuwania przyjemności. Jest nam w ogóle trudno funkcjonować, a do tego stale czujemy się przemęczeni, nie mamy energii.
Diagnozując depresję, zwracamy uwagę, czy przynajmniej dwa z tych trzech objawów wystąpiły – czyli długotrwałe obniżenie nastroju, anhedonia i stałe zmęczenie. Mogą też pojawiać się dodatkowe objawy, takie jak np. zaburzenia snu, i nie zawsze to musi być bezsenność. Niektóre osoby w depresji mierzą się z nadmierną sennością. Mogą spać osiem godzin lub więcej, a mimo to czują, że brakuje im snu.
A spadek apetytu i niechęć do otoczenia? Bo stereotypowo kojarzymy te symptomy z depresją.
Z apetytem może być różnie. U części osób w depresji może wystąpić jego wzmożenie. A jeśli chodzi o relacje z otoczeniem, to wprawdzie nie jest to norma, ale jeśli już, to wskazywałabym raczej na drażliwość i chwiejność nastroju, czyli szybkie przechodzenie ze smutku w rozdrażnienie i złość.
Mówię o sytuacjach, w których kwestie do tej pory dla nas obojętne, neutralne, teraz doprowadzają nas do wybuchów złości, nie potrafimy ich zignorować, męczą nas. Taka drażliwość bardzo mocno wpływa na relacje w związku i w rodzinie, bo partner czy dzieci zaczynają nas po prostu irytować. Bardzo często pacjenci szukają pomocy dopiero, gdy ich związek czy rodzina znalazły się u kresu wytrzymałości. Wtedy dociera do nich, że trzeba sobie pomóc, bo jest źle.
Z tego co pani mówi, wynika, że depresja może wyglądać bardzo różnie.
Ma z pewnością wiele twarzy. Często otoczenie może się nawet nie domyślać, że ktoś mierzy się z tą chorobą. Bo na co dzień taka osoba maskuje się – wykonuje swoje zadania w pracy, widzimy ją, jak reaguje uśmiechem na żarty, jest zawsze nienagannie ubrana itd. A to nam nie pasuje do stereotypu, prawda? Spodziewamy się, że ktoś będzie zawsze smutny, może nawet z podpuchniętą od płaczu twarzą i będzie siedział zwinięty w kącie. Tymczasem osoba w depresji może „trzymać się” przez wiele godzin i dopiero w domu pozwalać sobie na odczuwanie swoich emocji.
Badacze szacują, że ryzyko zachorowania na depresję w przypadku kobiet w okresie transformacji menopauzalnej jest nawet kilkukrotnie większe niż przed tym momentem życia. Tymczasem o zdrowiu psychicznym mówi się dużo mniej, poruszając tematy związane z dolegliwościami menopauzalnymi…
Są nawet dane, które mówią, że większość hospitalizacji wynikających z depresji dotyczy właśnie kobiet w wieku 45-55 lat. Zatem problem jest poważny.
Depresja w tym okresie życia nie jest inna niż przed menopauzą, ale na pewno jest trudniejsza do samozdiagnozowania – tzn. do zrozumienia przez kobietę, że mierzy się z chorobą, a nie tylko ze skutkami perimenopauzy. Jeśli kiepsko sypia, źle się czuje w związku z częstymi uderzeniami gorąca, mgłą menopauzalną czy różnego rodzaju bólami, to i pojawiają się u niej lęki, frustracja, obniżenie nastroju. Często zbiega się to z momentem opuszczenia domu przez dorosłe dzieci, więc dochodzi nam poczucie samotności. Bywa też tak, że kobieta w transformacji menopauzalnej ma duże problemy z koncentracją, utrzymaniem uwagi, a to wpływa na jej wyniki w pracy. Zaczyna więc martwić się o swoją wydajność, postrzeganie w miejscu pracy, a w najgorszych przypadkach po prostu o to, że zostanie zwolniona. I pojawia się ogromny stres. Długi czas napięcia, smutku, drażliwości może być przez nią samą postrzegany jako po prostu efekty menopauzy, a tymczasem rozwija się u niej depresja.
Uważam więc, że każda kobieta w perimenopauzie, która przez dłuższy czas psychicznie czuje się źle, powinna odwiedzić specjalistę. Właśnie po to, by ocenił, czy jej nastrój, samopoczucie wynika z objawów menopauzy czy jest efektem depresji lub symptomem innych problemów. Nawet jeśli to będzie ta pierwsza opcja, to nie będzie to dla niej stracony czas. Taki specjalista skieruje ją do innych lekarzy, którzy pomogą poradzić sobie z objawami menopauzy – czyli np. neurologa w przypadku częstych wybudzeń w nocy. A to pomoże jej wrócić do życia bez bólu czy zmęczenia i w efekcie poprawi jej stan emocjonalny.
Jeśli podejrzewam, że mierzę się z depresją, do kogo powinnam się wybrać – psychiatry czy psychologa-psychoterapeuty?
Może uściślijmy najpierw, czym zajmują się ci specjaliści, bo mam poczucie, że nadal wiele osób nie do końca rozumie różnice. Zatem: psychiatra jest lekarzem, skończył studia medyczne. W czasie wizyty zbiera bardzo dokładny wywiad i klasyfikuje, czy ma do czynienia z epizodem łagodnym depresji, umiarkowanym czy ciężkim. W pierwszym przypadku skieruje pacjenta na psychoterapię. W tych dwóch ostatnich przepisze leki przeciwdepresyjne i także może skierować do psychologa, jeśli uzna, że konieczna jest terapia. Zdarza się, że pacjent jest w tak złym stanie, że nie ma zasobów na psychoterapię, nawet przyjście do gabinetu psychiatry było dla niego ogromnym wyzwaniem. Wtedy czekamy aż leki zaczną działać, a stan osoby w depresji poprawi się na tyle, że będzie w stanie zacząć terapię.
I tu dochodzimy do psychologa. To specjalista, który zajmuje się znalezieniem przyczyny i nauką radzenia sobie z objawami oraz zmianą schematów myślowych – często w długim procesie regularnej pracy z pacjentem.
To nie ma większego znaczenia, czy pójdziemy najpierw do psychologa czy do psychiatry – ważne, że wyciągniemy rękę po pomoc. To już jest duży krok w dobrym kierunku.
Spotyka się pani z oporem przed przyjmowaniem leków przeciwdepresyjnych? Sama kojarzę przynajmniej kilka stereotypów na ich temat, np. że jak zacznie się je brać, to już do końca życia, albo że powodują tycie, otępienie czy ciągłe zmęczenie.
Z mojego doświadczenia wynika, że im starszy pacjent, tym większy opór przed farmakoterapią. Młodsi pacjenci zwykle chętniej doczytują informacje na temat leków przeciwdepresyjnych i są bardziej uspokojeni.
Jeśli widzę lęk przed lekami czy negatywne nastawienie wynikające ze stereotypów, to zawsze tłumaczę, że wprowadzając leki, nie dążymy do wyłączenia emocji, chcemy jedynie podreperować te negatywne. I jeśli pacjent będzie czuł się otępiały czy zobojętniały, to mamy do czynienia z działaniem niepożądanym i musimy zmienić kierunek leczenia.
Myślę, że warto też wiedzieć, że wiele problemów, z którymi mierzą się kobiety w menopauzie, leczy się przy pomocy leków przeciwdepresyjnych. To nie oznacza z automatu, że każda kobieta, która je przyjmuje, ma depresję. Te leki mają po prostu składniki, których działanie wspiera np. terapię bezsenności. I choćby z tego powodu myślę, że nie warto się bać leków przeciwdepresyjnych.
Wspominała pani, że wielu pacjentów trafia do pani gabinetu, gdy relacje w domu są już bardzo napięte, czyli gdy jest już dość późno. Czy to ma znaczenie, jak szybko wyciągniemy rękę po pomoc?
Duże. Im później osoba w depresji trafi do specjalisty, tym z dużym prawdopodobieństwem jest w cięższej depresji i tym dłużej trwa leczenie. Warto też mieć świadomość, że depresja to choroba, która nieleczona prowadzi do śmierci – do myśli samobójczych, które przechodzą w tendencje i próby. Nie wolno tego lekceważyć.
Jak wspierać taką osobę? Jak się zachowywać, jeśli np. jestem partnerem czy mężem kobiety w depresji?
Trzeba być bardzo cierpliwym. I pamiętać, że depresja wpływa na całą rodzinę, nie tylko na osobę, która na nią choruje. Trzeba próbować zrozumieć jej stan i powstrzymywać się od sformułowań takich jak „weź się w garść” czy „a może wyjdź na spacer, to od razu poprawi ci się humor”. Starajmy się otaczać ciepłem taką osobę, ale nie na siłę. Bo czasem taka kobieta w depresji bardzo potrzebuje przytulenia, podczas gdy inna woli być sama, ale jednocześnie chce czuć, że ten partner jest gdzieś tam z boku, nie zostawił jej samej sobie. I trzeba rozmawiać, pytać, jak można wesprzeć. A najważniejsze to zrozumieć, że depresja to nie lenistwo czy jakieś „widzimisię”. Osoba chora na nią nie jest w stanie zdecydować: od dziś już nie będę tak się zachowywać. Tu potrzebna jest pomoc. Nikt nie oczekuje, że np. osoba z nadciśnieniem sama magicznie się wyleczy, po tym, jak podejmie takie postanowienie. Nie oczekujmy też tego od osoby w depresji. To też choroba.